Zeszłam
ze sceny, a Justin zaśpiewał ostatnią piosenkę „One less lonely girl”,
którą zadedykował (po polsku!) wszystkim polskim dziewczynom.
Na
koniec pozdrowił fanki i życzył udanych wakacji (znowu po polsku!)
Byłam pod wielkim wrażeniem jego znajomości naszego języka.
Jack
zabrał mnie do namiotu. Stałam tam i czekałam na najgorsze: musiałam
pożegnać się z Justinem. Miałam go już nigdy nie zobaczyć…
Klapa wejściowa odsunęła się i wszedł Justin, a za nim trzech ochroniarzy. Czy oni nigdy go nie zostawią?
Justin był zmachany koncertem, więc od razu sięgnął po butelkę z wodą.
-Świetnie ci poszło.- powiedziałam.
-Dziękuję.- uśmiechnął się. Czy on zawsze jest taki radosny?
-Panie Bieber, fanki czekają na autografy!- zawołał Jack.
Chłopak rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś do pisania. W końcu znalazł czarnego markera.
-Kasiu, poczekaj tu chwilkę, niedługo wrócę!- wykrzyknął Justin, wybiegając z namiotu.
Taa…
I co ja mam niby teraz robić?- myślałam. Sięgnęłam po kartkę, którą
wcześniej miał w rękach Justin. Pismo chłopaka było bardzo ładne i
zgrabne. Czytałam po kolei wszystkie słówka. Znajdowały się tam
najróżniejsze. Mój wzrok padł na „kocham cię” i „chcę cię pocałować”. Po
co on się tego uczył?!
Odłożyłam
papier i zaczęłam rozglądać się po całym wnętrzu. Dostałam zwiechy.
Ocknęłam się po około dwudziestu minutach, gdy zaczęło się robić
głośniej.
Justin wszedł do namiotu i podszedł do mnie, jak zwykle z wielkim bananem na ustach.
-Dlaczego akurat „Favorite girl”?- wyparowałam nagle.
-Bo
to twoja ulubiona.- odpowiedział, po czym ustawił dwa krzesła obok
siebie, pokazał mi, żebym usiadła, a za chwilę sam klapnął, by odpocząć.
-Jestem
wykończony! Polska publiczność jest niesamowita! Ty jesteś niesamowita!
Skakałaś więcej ode mnie!- zdziwił się i rozbawiło mnie to.
-Lubię tańczyć.- stwierdziłam.
-To tak jak ja!
Wybuchnęliśmy śmiechem. Jeszcze przez jakiś czas rozmawialiśmy o jakiś głupotach, a ja w końcu powiedziałam:
-Justin… Mam prośbę…
Popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, ale odrzekł:
-Co tylko zechcesz.
-Bo… No… Ee… Dasz mi swój autograf? I… zrobisz sobie ze mną zdjęcie?…- zawstydzona patrzyłam na swoje dłonie.
Gwiazdor bez odpowiedzi znalazł kartkę i napisał na niej: „For Kasia: Justin”.
-Jeszcze dla mojej przyjaciółki…- cicho wtrąciłam.
Podpisał następną kartkę. Wręczył mi obydwie i wyciągnął telefon. Objął mnie ramieniem.
-Uśmiechnij się, proszę.
Nieśmiało
uniosłam rąbki ust ku górze. Tym razem to ja wyciągnęłam fona i
cyknęłam fotkę. Super! Mam zdjęcie z Justinem Bieberem!- myślałam.
-Kasiu…
Tak bardzo nie chcę, ale będę musiał się zbierać…- o nie… Justin,
proszę, nie…- Ale zatrzymam się w hotelu, który jest gdzieś tu
niedaleko.- Co?! Po co niby miałby się tu zatrzymywać?
Nawet nie chciałam wiedzieć, jaką mam minę, ale po twarzy chłopaka rozpoznałam, że strasznie śmieszną.
-No co się tak dziwisz? Jak już przyleciałem do Polski, to chyba powinienem ją trochę zwiedzić, hmm?
-Ale super!- nie mogłam się powstrzymać-musiałam to powiedzieć.
-Taaak, też się cieszę. Więc co myślisz o tym, żeby pokazać mi jutro miasto? Zatkało mnie. ON chce, żebym się z NIM spotkała? O Boże!, ratuj… -No jasne!
-To ja może po ciebie przyjadę, co?- ciągle na mnie patrzył. Jego czekoladowe oczy przeszywały mnie na wylot.
Podałam mu swój adres, pożegnaliśmy się w przyjaznym uścisku i wyszłam z namiotu.
Kierowałam
się w stronę bramy wyjściowej, kiedy nagle pojawiła się przede mną
banda sweet-lalek, a w tym ta suka, Sandra. Zastąpiła mi drogę.
-Co ty tan robiłaś?!- wrzeszczała, wskazując obrzydliwym tipsem na paznokciu na namiot gwiazdy wieczoru.
-Byłam u Justina, a coś ci nie pasuje, debilko?
Sapnęła, przy czym jej ogromne szpilki zatopiły się głęboko w błocie. Cha cha cha!
-I niby jak tam weszłaś, co?!
-A
co cię to obchodzi, suko?! Myślisz, że jesteś fajna, bo masz na sobie
mini?! Wyglądasz gorzej niż wieśniara! Galerianka od siedmiu boleści!
Nozdrza Sandry powiększały się i zmniejszały, gdy ona głęboko oddychała.
Popchnęła
mnie, ledwo utrzymałam równowagę. Oddałam jej, a ona strzeliła mi z
liścia. Myślałam, że zaraz wybuchnę! Walnęłam ją z pięści, a ta tylko
złapała się za policzek i do mnie z mordą:
-Myślisz, że on chce z tobą w ogóle rozmawiać?! Z taką łazęgą jak ty?!- krzycząc to, pluła na mnie. Fuu…
-Ażebyś
wiedziała, że chcę! I to bardzo!- usłyszałam piękny głos Justina. Nawet
nie zauważyłam, kiedy podszedł.- I uważaj, co mówisz, bo wygląda na to,
że nie patrzyłaś do lustra! Jak łazęga, o ty wyglądasz!- wrzasnął Just.
Och… Jakie to słodkie…
Objął mnie w talii i poszliśmy z powrotem do namiotu. Na miejscu zapytał:
-Kto to był?
Westchnęłam.
-Sandra. Ech, szkoda gadać…
-Kasia! Krew ci leci! Z… z… mouth…- myślał intensywnie.
-Ust?- podsunęłam.
-Tak!- uśmiechnął się, bo wiedział, że go rozumiem.
Przejechał
palcem po mojej dolnej wardze, zbierając kroplę krwi i wytarł ja o
swoją koszulkę, nie myśląc o zabrudzeniach. Oblizałam spierzchnięte usta
i poczułam smak metalicznej krwi. Auć! Ta rana bolała!
-Ta Sandra chyba zraniła cię tym… no…- pokazał na czubek palca.
-Paznokciem.- powiedziałam.
-Tak, o to mi chodziło. Jack, mamy gdzieś wodę utlenioną i plastry?- zawołał do ochroniarza.
Jack
przyniósł apteczkę i Justin zabrał się za moje usta. Trochę śmiesznie
się czułam, ale on był taki opiekuńczy… Ideał chłopaka!
-No, już skończone. Nie będziesz mogła się dzisiaj całować, ale chyba dasz sobie z tym radę, hm?- zapytał.
Że
co?! On myśli, że ja jestem taka jak Sandra?! Że całuję się z pierwszym
lepszym spotkanym na ulicy?! Co to, to nie! Ale odpowiedziałam tylko:
-Dam radę.
Wstałam. Chciałam jak najszybciej się stamtąd wynieść.
-Dziękuję. Za wszystko. Ja… muszę iść.- i zaczęłam się przemieszczać w kierunku wyjścia, ale Justin złapał mnie za rękę.
-Chyba lepiej będzie, jak cię odwiozę do domu. Poczekaj sekundkę… Brian! Dużo jeszcze zostało?!
-Już kończymy!- odkrzyknął mu Brian.
-No
widzisz-już kończą. Odwiozę cię, a ty wrócisz cała i bezpieczna do
domu.- na jego twarzy pojawił się przeuroczy uśmiech. I jak ja niby
miałam mu odmówić?
W samochodzie, a raczej limuzynie, siedzieliśmy sami. W końcu ochroniarze nie musieli patrzeć Justinowi na ręce!
Gdy auto się zatrzymało, rozpoznałam swój dom.
-Kasiu, życzę ci miłej nocy i słodkich snów. See you tomorrow! Och… przepraszam… Do zobaczenia jutro!
-Dzięki, nawzajem. Do jutra!
Justin
niespodziewanie mnie przytulił. Szepnął do ucha „dziękuję, za wspaniały
wieczór” i puścił. Uśmiechnęłam się tylko i wyszłam z limuzyny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz