piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 2

Zeszłam ze sceny, a Justin zaśpiewał ostatnią piosenkę „One less lonely girl”, którą zadedykował (po polsku!) wszystkim polskim dziewczynom.
Na koniec pozdrowił fanki i życzył udanych wakacji (znowu po polsku!) Byłam pod wielkim wrażeniem jego znajomości naszego języka.
Jack zabrał mnie do namiotu. Stałam tam i czekałam na najgorsze: musiałam pożegnać się z Justinem. Miałam go już nigdy nie zobaczyć…
Klapa wejściowa odsunęła się i wszedł Justin, a za nim trzech ochroniarzy. Czy oni nigdy go nie zostawią?
Justin był zmachany koncertem, więc od razu sięgnął po butelkę z wodą.
-Świetnie ci poszło.- powiedziałam.
-Dziękuję.- uśmiechnął się. Czy on zawsze jest taki radosny?
-Panie Bieber, fanki czekają na autografy!- zawołał Jack.
Chłopak rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś do pisania. W końcu znalazł czarnego markera.
-Kasiu, poczekaj tu chwilkę, niedługo wrócę!- wykrzyknął Justin, wybiegając z namiotu.
Taa… I co ja mam niby teraz robić?- myślałam. Sięgnęłam po kartkę, którą wcześniej miał w rękach Justin. Pismo chłopaka było bardzo ładne i zgrabne. Czytałam po kolei wszystkie słówka. Znajdowały się tam najróżniejsze. Mój wzrok padł na „kocham cię” i „chcę cię pocałować”. Po co on się tego uczył?!
Odłożyłam papier i zaczęłam rozglądać się po całym wnętrzu. Dostałam zwiechy. Ocknęłam się po około dwudziestu minutach, gdy zaczęło się robić głośniej.
Justin wszedł do namiotu i podszedł do mnie, jak zwykle z wielkim bananem na ustach.
-Dlaczego akurat „Favorite girl”?- wyparowałam nagle.
-Bo to twoja ulubiona.- odpowiedział, po czym ustawił dwa krzesła obok siebie, pokazał mi, żebym usiadła, a za chwilę sam klapnął, by odpocząć.
-Jestem wykończony! Polska publiczność jest niesamowita! Ty jesteś niesamowita! Skakałaś więcej ode mnie!- zdziwił się i rozbawiło mnie to.
-Lubię tańczyć.- stwierdziłam.
-To tak jak ja!
Wybuchnęliśmy śmiechem. Jeszcze przez jakiś czas rozmawialiśmy o jakiś głupotach, a ja w końcu powiedziałam:

-Justin… Mam prośbę…

Popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, ale odrzekł:
-Co tylko zechcesz.
-Bo… No… Ee… Dasz mi swój autograf? I… zrobisz sobie ze mną zdjęcie?…- zawstydzona patrzyłam na swoje dłonie.
Gwiazdor bez odpowiedzi znalazł kartkę i napisał na niej: „For Kasia: Justin”.
-Jeszcze dla mojej przyjaciółki…- cicho wtrąciłam.
Podpisał następną kartkę. Wręczył mi obydwie i wyciągnął telefon. Objął mnie ramieniem.
-Uśmiechnij się, proszę.
Nieśmiało uniosłam rąbki ust ku górze. Tym razem to ja wyciągnęłam fona i cyknęłam fotkę. Super! Mam zdjęcie z Justinem Bieberem!- myślałam.
-Kasiu… Tak bardzo nie chcę, ale będę musiał się zbierać…- o nie… Justin, proszę, nie…- Ale zatrzymam się w hotelu, który jest gdzieś tu niedaleko.- Co?! Po co niby miałby się tu zatrzymywać?
Nawet nie chciałam wiedzieć, jaką mam minę, ale po twarzy chłopaka rozpoznałam, że strasznie śmieszną.
-No co się tak dziwisz? Jak już przyleciałem do Polski, to chyba powinienem ją trochę zwiedzić, hmm?
-Ale super!- nie mogłam się powstrzymać-musiałam to powiedzieć.
-Taaak, też się cieszę. Więc co myślisz o tym, żeby pokazać mi jutro miasto?  Zatkało mnie. ON chce, żebym się z NIM spotkała? O Boże!, ratuj… -No jasne!
-To ja może po ciebie przyjadę, co?- ciągle na mnie patrzył. Jego czekoladowe oczy przeszywały mnie na wylot.
Podałam mu swój adres, pożegnaliśmy się w przyjaznym uścisku i wyszłam z namiotu.
   Kierowałam się w stronę bramy wyjściowej, kiedy nagle pojawiła się przede mną banda sweet-lalek, a w tym ta suka, Sandra. Zastąpiła mi drogę.
  -Co ty tan robiłaś?!- wrzeszczała, wskazując obrzydliwym tipsem na paznokciu na namiot gwiazdy wieczoru.
  -Byłam u Justina, a coś ci nie pasuje, debilko?
  Sapnęła, przy czym jej ogromne szpilki zatopiły się głęboko w błocie. Cha cha cha!
  -I niby jak tam weszłaś, co?!
  -A co cię to obchodzi, suko?! Myślisz, że jesteś fajna, bo masz na sobie mini?! Wyglądasz gorzej niż wieśniara! Galerianka od siedmiu boleści!
  Nozdrza Sandry powiększały się i zmniejszały, gdy ona głęboko oddychała.
  Popchnęła mnie, ledwo utrzymałam równowagę. Oddałam jej, a ona strzeliła mi z liścia. Myślałam, że zaraz wybuchnę! Walnęłam ją z pięści, a ta tylko złapała się za policzek i do mnie z mordą:
  -Myślisz, że on chce z tobą w ogóle rozmawiać?! Z taką łazęgą jak ty?!- krzycząc to, pluła na mnie. Fuu…
  -Ażebyś wiedziała, że chcę! I to bardzo!- usłyszałam piękny głos Justina. Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł.- I uważaj, co mówisz, bo wygląda na to, że nie patrzyłaś do lustra! Jak łazęga, o ty wyglądasz!- wrzasnął Just. Och… Jakie to słodkie…
  Objął mnie w talii i poszliśmy z powrotem do namiotu. Na miejscu zapytał:
  -Kto to był?
  Westchnęłam.
  -Sandra. Ech, szkoda gadać…
  -Kasia! Krew ci leci! Z… z… mouth…- myślał intensywnie.
  -Ust?- podsunęłam.
  -Tak!- uśmiechnął się, bo wiedział, że go rozumiem.
  Przejechał palcem po mojej dolnej wardze, zbierając kroplę krwi i wytarł ja o swoją koszulkę, nie myśląc o zabrudzeniach. Oblizałam spierzchnięte usta i poczułam smak metalicznej krwi. Auć! Ta rana bolała!
  -Ta Sandra chyba zraniła cię tym… no…- pokazał na czubek palca.
  -Paznokciem.- powiedziałam.
  -Tak, o to mi chodziło. Jack, mamy gdzieś wodę utlenioną i plastry?- zawołał do ochroniarza.
  Jack przyniósł apteczkę i Justin zabrał się za moje usta. Trochę śmiesznie się czułam, ale on był taki opiekuńczy… Ideał chłopaka!
  -No, już skończone. Nie będziesz mogła się dzisiaj całować, ale chyba dasz sobie z tym radę, hm?- zapytał.
  Że co?! On myśli, że ja jestem taka jak Sandra?! Że całuję się z pierwszym lepszym spotkanym na ulicy?! Co to, to nie! Ale odpowiedziałam tylko:
  -Dam radę.
  Wstałam. Chciałam jak najszybciej się stamtąd wynieść.
  -Dziękuję. Za wszystko. Ja… muszę iść.- i zaczęłam się przemieszczać w kierunku wyjścia, ale Justin złapał mnie za rękę.
  -Chyba lepiej będzie, jak cię odwiozę do domu. Poczekaj sekundkę… Brian! Dużo jeszcze zostało?!
  -Już kończymy!- odkrzyknął mu Brian.
  -No widzisz-już kończą. Odwiozę cię, a ty wrócisz cała i bezpieczna do domu.- na jego twarzy pojawił się przeuroczy uśmiech. I jak ja niby miałam mu odmówić?
  W samochodzie, a raczej limuzynie, siedzieliśmy sami. W końcu ochroniarze nie musieli patrzeć Justinowi na ręce!
  Gdy auto się zatrzymało, rozpoznałam swój dom.
  -Kasiu, życzę ci miłej nocy i słodkich snów. See you tomorrow! Och… przepraszam… Do zobaczenia jutro!
  -Dzięki, nawzajem. Do jutra!
  Justin niespodziewanie mnie przytulił. Szepnął do ucha „dziękuję, za wspaniały wieczór” i puścił. Uśmiechnęłam się tylko i wyszłam z limuzyny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz