piątek, 5 lipca 2013
Rozdział 3
W domu zastałam całą rodzinę oglądającą jakiś durny program rozrywkowy. Mama od razu zapytała:
-Jak było, skarbie? Dobrze się bawiłaś?
-Ach, tak! Było perfekcyjnie!
Już zamierzałam iść do siebie, kiedy odezwał się tata:
-Z kim wróciłaś? Czyje było to auto?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć . I tak nie uwierzą, ale…
-Justin mnie odwiózł.
Moja siostra się zaśmiała.
-Jaki Justin, kochanie?- dociekała się mama.
-Justin Bieber!
Gośka wybuchła jeszcze większym rechotem. Z tego wszystkiego spadła i leżała teraz na podłodze.
-Gośka! Wstawaj! Co ty wyprawiasz?! Pojebało cię?! Uspokój się!- zaczął się wydzierać tata.
Zachichotałam.
-A ty z czego się, panno, śmiejesz?! Wypierdalaj stąd! Do pokoju! Nie mam zamiaru wysłuchiwać tych bredni!
-Piotrek, uspokój się!- krzyknęła mama.
-Bo co mi zrobisz?!
Rodzice zaczęli się kłócić. Posłałam siostrze wzrok mówiący: „no i co zrobiłaś?!” i poszłam do swojego pokoju. Włożyłam do uszu słuchawki, żeby nie słyszeć wrzasków z dołu, a po chwili zasnęłam.
*
Była już 14. Przestawałam już wierzyć w to, że Justin przyjdzie, ale nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Szybko zbiegłam na dół i je otworzyłam. Stał w nich przepiękny gwiazdor- Bieber. Ojej! Dzisiaj wygląda lepiej niż wczoraj, myślałam.
-Witaj.- przytulił mnie, a ja odwzajemniłam uścisk z przyjemnością.
-Cześć!
-Gotowa?- popatrzył na mnie tak śmiesznym wzrokiem, że nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem. –Widzę, że tak. Ale, jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym poznać twoich rodziców.
-Eee… Wiesz… chyba lepiej nie. –Ale było już za późno, bo Justin wszedł do środka, a przechodziła tamtędy mama. Uff, jak dobrze, że mama, a nie tata…
-Dzień dobry!- zawołał chłopak w stronę mojej mamy z ogromnym uśmiechem na buzi.
-Dzień dobry.
-Pani jest pewnie mamą Kasi? –mama przytaknęła.- Ja jestem Justin. Justin Bieber. Miło mi panią poznać!
-Mi ciebie również, chłopcze. Kasiu, to ten sam Justin Bieber, na którego koncercie byłaś wczoraj, czy mi się wydaje?- zwróciła się do mnie mama.
Justin się zaśmiał.
-Tak, mamo.
-Ooo. Wychodzicie gdzieś?- zapytała.
-Tak. Kasia ma mi pokazać Wrocław. Odstawię ją całą do domu, obiecuję.
-Dobrze. Kasiu, pamiętaj, żeby wrócić przed tatą.
I wyszliśmy. Wsiedliśmy do jego limuzyny.
-Dlaczego masz wrócić przed tatą? –zapytał delikatnie Justin. Widząc moją niechętną minę, dopowiedział: -Jeśli mogę wiedzieć…
-Taak, Tylko, że nie lubię o tym mówić…
-Może będzie ci lepiej, jak się komuś wygadasz?
Westchnęłam i zamknęłam oczy.
-Jestem raczej typem cierpiącej w ciszy. –zrobiło się cicho i postanowiłam to przerwać. –Mój tata jest okropny. Często na mnie wrzeszczy, a czasami nawet… -wciągnęłam głośno powietrze i wypuściłam ze świstem. –bije…
Justina zatkało. Patrzył na mnie swoimi ślicznymi oczami, najprawdopodobniej nie wiedząc, co powiedzieć. Pewnie nie spodziewał się, że to powiem.
-Kasiu… Nie wiem co powiedzieć… -a nie mówiłam? –Och! –mocno mnie przytulił. Musiałam się powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć płaczem. Kiedy się ode mnie odsunął, dotknął mojego policzka i powiedział: -Pamiętaj, że ja zawsze jestem z tobą.
-Dziękuję.
Zatrzymaliśmy się na rynku. Chodziliśmy między kamienicami, rozmawialiśmy o wszystkim i śmialiśmy się. Kiedy Justin nie znał polskiego znaczenia, pomagałam mu i często mieliśmy przy tym duży ubaw. Zatrzymaliśmy się na lody i poszliśmy coś zjeść do najlepszej restauracji w okolicy. Wszystko stawiał Justin. Co jakiś czas ktoś szeptał „patrz, to Justin Bieber!” lub inne takie, ale nie zwracaliśmy na to uwagi.
W pewnym momencie przechodziła obok nas moja kumpela.
-Siema, Kaśka!
-Yo, Andzia!- przywitałyśmy się, podając sobie dłoń.
Dziewczyna popatrzyła na Justina.
-Kto to jest, hm?
-Andzia! Nie poznajesz?! To Justin Bieber!
Jeszcze raz spojrzała na chłopaka, stojącego obok mnie i badawczo przyglądającemu się całej tej sytuacji, i dostała olśnienia.
-Ach, no tak! Hello!- uniosła rękę na powitanie Justinowi. Odpowiedział kiwnięciem głowy. -Kochana, masz szlugi?- zwróciła się do mojej osoby.
-Ee…- przeszukałam wszystkie kieszenie-nie znalazłam. -Nie mam.
-Kurwa! Trudno. Jutro impreza u mnie na chacie, wpadniecie?
Zamyśliłam się. Czy Justin będzie chciał pójść? Ale on powiedział:
-Jasne.
-Ok.- dopowiedziałam
-No to do zobaczenia jutro! O 18!
Gdy Andzia poszła, Justin mnie spytał:
-Co to są szlugi?
-Papierosy.- nie robiąc sobie nic z tego, co powiedziałam, zaczęłam mówić dalej. -Fajnie, że zgodziłeś się pójść…
-Ty palisz?!- przerwał mi Just. Miał minę tak zmieszaną, że myślałam, że zapadnę się pod ziemię. I ten wzrok…
-Noo…
-Niemożliwe!- znowu mi przerwał. Złapał się rękami za głowę. -Niemożliwe…-zamknął oczy i zaczął kręcić głową, nie dowierzając.
-Ale…co?- nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Wiesz, że papierosy szkodzą? Bardzo!- otworzył już oczy i złapał mnie za ramiona, potrząsając.
-Wiem! Ale ty nie wiesz jak to jest, jak ma się przejebane w domu!- strzepnęłam jego dłonie, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść przed siebie. Już wcześniej przechodnie obracali się za Justinem, ale jakby dopiero teraz nas zauważyli.
-Kasia! Poczekaj!- fanki zaczęły oblegać Justina, a ten nie mógł się przez nie przedostać. Miałam im pozwolić na zgniecenie mojej gwiazdy?
-Ej, wy!- nawet nie zwróciły na mnie uwagi. -Zostawcie go!- zaczęłam odpychać na bok poszczególne dziewczyny i po paru sekundach byłam obok Justina. -Cisza!- wydarłam się. -Możemy pójść na układ: Justin da wam autografy, a wy sobie pójdziecie, ok?
Zgodziły się, ale niechętnie. Po tym wszystkim chłopak napisał krótkiego sms-a i pobiegliśmy w kierunku podstawionej limuzyny. W środku powiedział:
-Przepraszam…
-Nie, to ja przepraszam. Nie powinnam była na ciebie krzyczeć…-spuściłam głowę.
-No, ale dobrze się skończyło.- zaśmiał się. -Dzięki za uratowanie życia!- wybuchnął jeszcze większym śmiechem.
-Proszę.- zawtórowałam mu.
Podjechaliśmy po hotel, w którym mieszkał. Zauważyłam, że był 5-gwiazdkowy i znajdował się tylko dwie ulice od mojego domu!
Weszliśmy do jego mieszkania. Nikogo tam nie było. Zaprowadził mnie do swojego pokoju.
Wpadłam na pewien pomysł…
-Justin, zaśpiewasz coś dla mnie?
-Yhym…-wyjął gitarę, usiadł na łóżku, a ja obok niego, i zaczął grać. Śpiewał „Favorite Girl”.
„I always knew you were the best
the coolest girl i know (…)”
Gdy skończył, byłam niesamowicie wzruszona. Zaśpiewał dla mnie!
Odłożył gitarę i lekko się przybliżył. Jego twarz znajdowała się coraz bliżej mojej. W końcu dzieliły nas może dwa centymetry. Poczułam przyjemny dotyk na ustach. Objęłam Justina, a on nie był mi obojętny. Zaczęliśmy się całować, ale po kilku sekundach odsunęłam się od niego. Zacisnęłam wargi i zmusiłam się do popatrzenia Justinowi w oczy.
-Przepraszam, ale nie mogę…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Twój blog jest świetny, jednak jak dla mnie literki są troszkę za małe... Zapraszam do mnie abyś powiedziała mi co ci się podoba a co powinnam jeszcze poprawić i nad czym popracować.http://givemelovemw.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń